sobota, 15 marca 2014

Czerwono-Czarno na Borżawie: Cisna, Wołowiec, Stryj





OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wkraczam to Parku Narodowego Połoniny i wszystko jest zielone, i wszystko prowadzi w dół. Słowacja wita asfaltami zmielonymi w pył. Tylko cienka szara linia niesie pamięć bardziej cywilizowanych czasów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jedyne oznaki bytności ludzi to małe chatki letniskowe, stare cmentarze, pasieki i zaimprowizowane altanki ukryte między drzewami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bieżąca woda prosto ze strumyka.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po chwili jestem już na asfalcie, który doprowadzi mnie do ukraińskiej granicy. Widoki są cudne.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przez kilka ostatnich nocy przywykłem do luksusów i znów mam ochotę na coś specjalnego. Drewniana altanka zdobiąca zbocze góry na punkcie widokowym wydaje się spełniać pokładane nadzieje.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pokój z widokiem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Spiżarnia pełna świeżości złoży się na smaczną i pożywną obiado-kolację.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Noc jest rzeźka i spokojna. Mam tylko dwie wizyty. Raz od czeskiej rodziny, która zawitała do kuchni, gdy gotowałem, życzą mi dobrou chuť. Drugim razem jakaś młodzież ucieka zanosząc się śmiechem po wparowaniu do mojej sypialni.
Park Połoniny jest częścią parków ciemnego nieba – światowej sieci obszarów gdzie gwiazdy zawsze rozświetlają niebo. Przy słabym zaludnieniu praktycznie nie występuje tutaj zjawisko zanieczyszczenia światłem.
Rankiem rozklejam oczy kawą i obserwuję jak mgła osiada na wodzie i wpełza na zbocza.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Stąd, podążając asfaltem mam niedaleko do Ukrainy. Przejście przez Słowacką stronę granicy jest dziecinnie proste, muszę tylko pomachać paszportem i już żegnam się ze Słowenią. Powitalny uścisk dłoni Ukrainy jest inny. Strażnik przypominający niedźwiedzia jest żywo zainteresowany wszystko co mam na i w rowerze. Medykamenty? Cygarety? Alkohol? Drogi? Część z tej listy mam i muszę otworzyć prawie każdą torbę, aby udowodnić dobre zamiary. Po zauważeniu woreczka strunowego będącego apteczką muszę tłumaczyć się niemal z każdej pigułki. Dobrze, że nie zapytał o stoperan... bo co bym powiedział, że kak żołpa niet haraszo? Logicznym wydaje się niewspominanie o litrze denaturatu, który wiozę w butli podwieszonej pod ramą... to i tak tylko woda.
Po odprawie chybcikiem chcę opuścić pogranicze, przejeżdżając koło ostatniej wartownicy zaczepia mnie żołnierz i wypytuje o to skąd jadę i, co najważniejsze dla niego, ile kosztuje mój rower. Zbudowałem go sam, więc nie wiem, bo robocizna odchodzi i takie tam... może i sensu w tym mało, ale zaspokoiłem jego ciekawość.
Przez dłuższą chwilę opony będą ściskały asfalt, kieruję się w góry. Jest słonecznie, upalnie. Zbliżając się do mostu skręcam w niemrawy szlak prowadzący w stronę rzeki w nadziei na odrobinę ochłody i cienia. Ukraińcy mają ciekawe podejście do starych mostów, gdy już nie nadają się do eksploatacji miast je remontować obok stawiają nowe, pozostawiając stare w objęciach rozkładu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Auta zbite w kupę na poboczu drogi często są oznaką, że w okolicy jest świeża górska woda - takie ujścia są dosyć popularne na ukraińskich Karpatach, niejednokrotnie przyjmując postać fikuśnych rzeźb.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przy tym źródełku spotkałem Ihora i Laszlo. Ihor jest Słowakiem a Laszlo pochodzi z Węgier. Oboje mieszkają w okolicy i jak mówią, narodowość to pojęcie raczej obce w tych stronach. Lata zawieruchy w przeszłości sprawiały, że ludzie praktycznie z dnia na dzień znajdowali się w innym kraju. Te czasy zdaje się minęły, jednak uczucie pozostaje żywe w wielu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przed wjazdem na Ukrainę byłem przerażony wizją jazdy na tutejszych asfaltach. Jak się okazało kierowcy są zazwyczaj uprzejmi w stosunku do rowerzystów. Nie jeżdżą za szybko i za blisko jak Polacy. Powodów może być wiele, ale myślę że dziurawe drogi i wiekowe auta znacząco wpływają na taki stan rzeczy. Najbardziej podoba mi się ogromna przestrzeń  jaką pozostawiają między moimi łokciami a swoim lusterkiem bocznym, w większości przypadków słyszę też krótki i przyjazny klakson, jakby mówiący "uważaj, nadjeżdżam i jestem od Ciebie większy".
Jeden z najlepszych asfaltów jakie napotkałem po drodze.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wakacje są w zenicie i Ukraińska młodzież już dawno odfetowała Wypusk, czyli koniec edukacji szkolnej. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niemalże we wszystkich wioskach po drodze piszczy bieda, widok bryczki jest pewniejszy niż zobaczenie trzydziestoletniej Łady. Wiele z miejscowości zamieszkała jest przez Romów. W jednej z nich banda dzieciaków wpierw wiwatuje mi z daleka, potem podczas mijania próbują zerwać kask przyczepiony z boku torby i ostatecznie rzucają za mną kamykami. To raczej pokaz przed resztą dzieciarni, aniżeli szczera próba wyrządzenia krzywdy. 
Kolory Rejonu Swaljawskiego są wyprane słońcem, całkiem jak ludzie tutaj mieszkający.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jednak wystarczy jedna góra, jedna przełęcz, aby przedostać się do Rejonu Pereczyńskiego i wszystko zmienia się jak po drugiej stronie lustra. Świat spływający z przeciwległej strony zbocza to nowa ziemia. Nagle pobocze usiane jest zielonymi drzewami, każda chatka ma zadbany ogródek i sad, a ludzie odpowiadają na mój uśmiech i przywitanie tym samym. Dzieci też są z innej gliny. Dwójka chłopców zapętlona w zabawie w zjazdy i wjazdy po lokalnej drodze jest bardzo zaciekawiona moim rowerem. Czy to rower, czy motocykl, bo wygląda jak motocykl?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ukraińskie przystanki to małe dzieła sztuki, doliny spływają zielenią nawet w czasie suszy a drogi kończą się nagle.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Brama do nowego domu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ukraińcy zdaję się być ludźmi przyjaznymi i ciekawymi świata. Mijam na drodze rowerzystę, przez chwilę gapimy się na siebie, mijamy a następnie zawracamy oboje w tym samym momencie. Iwan ma dużo pytań i chęć do rozmowy, ja nie pozostaję dłużny w byciu ciekawskim. Mimo bariery językowej starami się wykorzystać fakt, że Polski i Ukraiński są do siebie troszkę podobne. Oczywiście wśród pytań pada pytanie o cenę mojego roweru i aparatu, odpowiadam podobnie wymijająco, jak dzień wcześniej żołnierzowi. Z rozmowy dowiaduje się, że niedaleko jest sklep, w sam raz żeby uzupełnić kurczące się zapasy. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tak jak powiedział Iwan, za główną trasą, w środku wioski odnajduję sklep.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Widok na Wołowiec, gdzie zacznę wspinać się na Połoninę Borżawa, podążając za znajomymi oznakowaniami szlaków. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do Wołowca można dostać się elektriczką ze Lwowa, połączenie trwa około 3 godziny a ceny biletów są niskie. To dosyć spora miejscowość z hotelem - tour bazą, restauracjami z WiFi, apteką i kupą sklepów gdzie można się zaopatrzyć w jedzenie - świetne miejsce, aby zacząć górską eskapadę po Ukrainie przy napiętym harmonogramie. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wszyscy ludzie na szlaku niosą ciężkie plecaki, gdy podjeżdżam rowerem często witają mnie wesołym bicyklist! albo maladiets! 
Podczas wsapywania się pod jeden z bardziej stromych podjazdów przejeżdżam obok tej wesołej bandy i gdy wypuszczam z siebie moją kiepską wersję ukraińskiego powitania w zamian słyszę piękne polskie dzień dobry! od jednej z dziewczyn. Ma na imię Julia, jest Ukrainką polskiego pochodzenia i naucza języka polskiego, jej kompani to Ira, Bendoz i Dziorka, który trzyma w dłoni ogromną piersiówkę - ich lekarstwo na wszelkie słabości. Zapraszają mnie na wspólną przerwę i szczerze powiedziawszy niemądrym byłoby odmówić.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zostaję poczęstowany wszelkimi rarytasami, w tym Badziahą i kanapkami z pomidorem i pyszną słoniną. Na pożegnanie zostawiam swoją czekoladę ze słowami zjemy to razem.
Spoglądając w górę mam nadzieję, że będę wystarczająco wolny, aby mnie dogonili.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zatrzymuje się przy źródle, tuż przed połoniną - ostatnia szansa na wodę. Dłuższa przerwa daje moim kompanom szanse na dogonienie mnie. Udało im się!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W zamian za gościnę oferuje swoje usługi wolnowara i nastawiam wodę na kawę, niespodziewanie otwieramy stoisko z kawą dla wędrowców.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nagle Bendoz wyciąga nóż i zaczyna strugać gałąź pozbawiając ją wszystkich liści i odnóg, wyciąga czerwono czarną flagę i zakłada na nowo powstałym drzewcu. Wiem co to za flaga i wiem co oznacza. Kiedyś bandera UPA teraz Ukraińskich nacjonalistów, jedni i drudzy nie przychylni Polakom. Dla pewności pytam się Julii czy moja obecność jest mile widziana, zostaje zapewniony, że jak najbardziej powinienem zostać i nie martwić się Bendozem i jego flagą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bendoz to młoda, zachodnia Ukraina, bardzo patriotyczna i szukająca ikon ukraińskiej niezależności i niepodległości. Polacy mocno się temu sprzeciwią, jednak Stepan Bandera na Ukrainie jest traktowany jak bohater. 
Pokazuje mi swoje najnowsze znaleziska, małe kawałki rudy, fluerescencyjne kamienie i porosty, ponoć o właściwościach leczniczych, bardzo cenione w niższych partiach kraju. To nie tylko jego hobby - Bendoz uczy się, aby w przyszłości leśnictwo mogło stać się jego zawodem. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Znów żegnamy się i już samotnie kręcę do góry aż las nade mną odchyla swoje korony - wstępuję na Połoninę Borżawa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ostatnie podejście na Wielki Wierch to mordęga, zdecydowanie lepiej jest podejść wzgórze przez ścieżkę prowadzącą w prawo na jego zachodnie zbocza.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Spoglądając wstecz na szczyt Płaj i to co zostało z tyłu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Turyści na szczycie reagują na mnie bardzo entuzjastycznie, gdy już wdrapuje się na górę większość chce zrobić sobie ze mną zdjęcie, ja proszę o zrobienie tego poniżej..

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Południowa strona Połoniny Borżawa widziana ze szczytu Wielkiego Wierchu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podziwiam widoki i podpytuje się ludzi dochodzących na szczyt czy przypadkiem nie widzieli grupy niosącej czerwono czarną flagę. Wiedzą, że jestem Polakiem i wiedzą co oznacza ta flaga. Dla pewności uświadamiają mnie, w odpowiedzi mówię wiem, ale fajnie z nimi. Gdzie oni? Chyba jestem właśnie jedynym Polakiem na Ukrainie, który umyślnie szuka banderowców. Po chwili znajome twarze gramolą się po zboczach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Siadamy pośród jagód i przygotowujemy piknik.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Chmury przelewają się nam nad głowami, słońce zachodzi. Gdy wzbiera wiatr, bez promieni słońca jesteśmy wystawieni na jego chłodną niełaskę. Czas zejść niżej i znaleźć dom.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA


OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdy już namioty są postawione, a drewno zebrane czas rozpocząć poczęstunek.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ukraińska gościnność nie zna granic. Mój talerz nigdy nie jest pusty podczas naszych rozmów o wszystkim co polskie, ukraińskie i uniwersalne. Najlepszą strategią jest zostawienie niedojedzonych resztek, inaczej następna porcja już czeka.
Podobne zasady panują przy śniadaniu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dołączam do moich nowych przyjaciół w drodze na wodospad Szypot - popularną atrakcję turystyczną regionu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mimo iż dopiero co się poznaliśmy, ciężko jest się pożegnać. Wykręcanie kilometrów w przeciwnym kierunku wypełnia pustka, tęsknię za przeciwniedźwiedziowymi okrzykami Dziorki Jaaaaauuuuuu! Czuje się jak ten gość wygląda...

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Prognoza na następne dni nie wygląda za dobrze i ostatecznie postanawiam przyjąć wcześniejsze zaproszenie do miasta rodzinnego współtowarzyszy - Stryja. Dzielące nas 100 kilometrów pójdzie w jeden dzień.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA


OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W Stryju znajduję najtańszy hotel w okolicy. Pod warunkiem zmycia błota z roweru mogę go nawet wprowadzić do pokoju.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Spotykamy się wszyscy w miejscu pracy Julii, Kulturalno-Oświatowym Centrum w Stryju, gdzie Julia jest jedną z nauczycielek. Prócz prowadzenia lekcji Polskiego instytut zajmuje się organizacją wydarzeń i wycieczek na terenach Ukrainy i Polski.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Stryj to specjalne miejsce dla każdego rowerzysty z Polski. Niegdyś część Rzeczpospolitej Stryj jest miejscem narodzin Kazimierza Nowaka, globtrotera, pisarza i rowerzysty, który w 1931 wyruszył na podbój czarnego lądu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

4 komentarze:

  1. Świetne zdjęcia, jak zwykle. Ciekawie opowiedziana historia, jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak! Pamiętam te autobusowe przystanki ukraińskie. Wydawało nam się, że oni chcą po prostu być lepsi od wsi obok i swą "lepsiejszość" pokazać pięknem przystanku autobusowego.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zanim jeszcze mam internet, to napisze, ze super opowiesc! Fajnie wpakowales sie z rowerem niczym z kochanka do hotelu)
    Tylko z tym troche pomyliles sie:
    >>>>>Lata zawieruchy w przeszłości sprawiały, że ludzie praktycznie z dnia na dzień znajdowali się w innym kraju. Te czasy zdaje się minęły>>>>>>>>>
    Jak sie okazalo nie minely. Takze pozdrawiam z Rosji.
    p.s. Czekam na kolejne odcinki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wital, Pisząc to i wiedząc co obecnie się dzieje, zastanawiałem się nad tym zdaniem, może to była naiwna próba zaczarowania rzeczywistości... ciężko patrzeć na to co dzieje się teraz na Ukrainie i Krymie. Tym bardziej, gdy pomyśli się jak niedawno to było, gdy kręciliśmy wspólnie pod Kemal. Jak nic wtedy nie zwiastowało takiego obrotu rzeczy. Pozostaje mieć nadzieję, że mimo wszystko to wkrótce ucichnie, ustabilizuje się.
      Trzymam kciuki za Ciebie, Anie, Sasze i cały Krym!

      Usuń